PublicystykaSpołeczeństwoSzawle, udawaj Pawła!
mail
[Zaloguj]

06-09 - dzisiejsze rocznice:

Linki

Szawle, udawaj Pawła!
(satyra na niedolę ateistów)

Inkwiz01 (...) też bym skarżył się na swój los gdybym raz w tygodniu zmuszony był latać do skansenu. Ale to tylko wstęp. Dość łagodny zresztą. Dalej autor przechodzi do opisów bardziej drastycznych, które pokazują, że nie o same odwiedziny w muzeum chodzi. Najpierw dramatyczna opowieść o Andrzeju, ateuszu szczerym, który wcześniej do skansenu chodzić nie musiał i nie chodził. Ale los zdecydował, że trzeba Andrzeja wywyższyć i wtedy zaczęła się gehenna. (...)
Nigdy dotąd nie reklamowałem tutaj żadnego tekstu prasowego. Omawiałem, gromiłem, chwaliłem, czasem wyśmiewałem a nawet rzucić mi się zdarzyło kilka słów, których nie wypada mówić przy paniach. Ale teraz zapraszam, polecam, nakłaniam. Szanowny czytelniku. Jeśli masz chandrę, jeśli ściąłeś się z żoną (mężem, oboma na raz), jeśli szef cię nie rozumie a w słoneczny dzień deszcz spadł tylko na Ciebie to zajrzyj do Newsweeka.  Kilka minut i choć na chwilę twoje oblicze rozjaśni uśmiech. Choćby przez świadomość, że inni mają znacznie gorzej.
 
Tam bowiem, w owym Newsweeku,  pan Igor T. Miecik spłodził zabawną, i zgrabnie ukrytą pod postacią tekstu demaskatorskiego i społecznie zaangażowanego, satyrę na hipokryzję ateistów.
 
Przyznam, że na początku dałem się nabrać i sądziłem, iż mam do czynienia z tekstem zdecydowanie stającym po stronie tej mniejszości, której los nie oszczędza cierpień, szykan i kłód pod nogi ciskanych.
 
ateistami jest już 10 proc. z nas. Z żarliwą wiarą i kościołem co niedziela pożegnało się już lub właśnie żegna ponad dwa miliony Polaków. Większość nie decyduje się na akt apostazji, czyli oficjalnego wypisania z Kościoła, ani nie idzie z klerem na udry. Odchodzą po cichu albo uczestniczą w mszach dla, nomen omen, świętego spokoju. Bo tak jest wygodniej. Choć często nie znaczy to dla nich więcej niż wizyta w muzeum folkloru.
 
Przykre to. W końcu też bym skarżył się na swój los gdybym raz w tygodniu zmuszony był latać do skansenu. Ale to tylko wstęp. Dość łagodny zresztą.  Dalej autor przechodzi do opisów bardziej drastycznych, które pokazują, że nie o same odwiedziny w muzeum chodzi. Najpierw dramatyczna opowieść o Andrzeju, ateuszu szczerym, który wcześniej do skansenu chodzić nie musiał i nie chodził. Ale los zdecydował, że trzeba Andrzeja wywyższyć i wtedy zaczęła się gehenna.
 
– Zanim ostatecznie trafiłem na listę, spotkał się ze mną burmistrz, lider naszego lokalnego komitetu wyborczego, i powiada: „Andrzej, czy ty masz wszystko ogarnięte jak trzeba, poukładane? Nic ci nie wyciągną w kampanii?”. „To znaczy?” – pytam, a burmistrz jednym tchem wymienia popłacone podatki i katolickie sakramenty – czy mam dzieci pochrzczone i ślub kościelny. Miałem, ale do kościoła chodziłem od wielkiego dzwonu. W czasie kampanii za namową burmistrza wyłożyłem okrągłą sumę dla proboszcza, a odkąd zostałem radnym, chodzę co niedziela.[…] Dla Andrzeja odrzucenie praktyki katolickiej oznaczałoby prawdopodobnie konieczność pożegnania się z politycznymi ambicjami
 
Cóż, tak jest i być musi w kraju, w którym prezydent- niedowiarek wozi się papamobilem, niewierzący premier klęczy przed cudownym obrazem a podczas kampanii wyborczej kandydaci lewicy są łapani w wyborczych spotach idąc z albo do kościoła.
 
Ale Andrzej i tak ma dobrze. Po sumiennym i uczciwym wypełnieniu swych publicznych powinności może się w końcu spokojnie oddawać w domowych pieleszach swojemu ateistycznemu racjonalizmowi. Co innego życie Agnieszki, copywriterki w warszawskiej agencji reklamowej. Wyszła ona z rodziny zlaicyzowanej. Tak bardzo zlaicyzowanej, że kiedy postanowiła posłać Agnieszkę do sakramentu eucharystii, nie wiedziała, że wcześniej należałoby ją ochrzcić.
 
Mama ochrzciła mnie, gdy miałam osiem lat. Okazało się wtedy, że abym mogła przystąpić do komunii, potrzebny jest akt chrztu
 
 Agnieszka dostała więc dwa w jednym. Po co zlaicyzowanej rodzinie była eucharystia Agnieszki B1RW** a może i nie bo przecież dla nich B1 nie istnieje. Przecież nie po to by Agnieszka do końca życia zapamiętała swój pierwszy zegarek. Jednak ta zlaicyzowana rodzina przeszła drastyczną przemianę za sprawą brata Agnieszki, który w ciężkiej chorobie się nawrócił. I teraz przy każdej okazji na siłę niejako delaicyzuje Agnieszkę ( co rezultatu chyba nie przyniesie) ale i jej czteroletnią córeczkę, czego Agnieszka już znieść nie może. Choć chyba powinna bo przecież jak przyjdzie jej organizować, rodzinnym zwyczajem komunio-chrzest to mniej się namęczy by dzieciakowi wszystko jakoś tam wyjaśnić. Ale ciężko jest. Z powodu brata Agnieszka nie pojechała ostatnio do rodziców.
 
Dlatego ostatnio nie pojechałam do domu ani na Boże Narodzenie, ani na Wielkanoc. I jest mi z tego powodu bardzo przykro.
 
I trudno mieć do niej pretensję i nie rozumieć jej. Wszak dużo milej spędza się dzień Narodzenia Pańskiego i Pańskiego Zmartwychwstania gdy się w niego nie wierzy.
 
Na koniec refleksja jak najbardziej poważna. Ta niezamierzona satyra  wypichcona przez pana Miecika niesie jednak w sobie całkiem nowe i rewolucyjne przesłanie. Oto dotąd sądziłem, że hipokrytom i koniunkturalistom żyje się zdecydowanie łatwiej. Dopiero Miecik oświecił mnie jak mają ciężko i jak pełne bólu jest ich życie. Wspólczuję. Tak samo szczerze jak oni chadzają do skansenu na komunio-chrzty.
 
* wytłuszczenia za tekstem Newsweeka http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/exclusive/ateisci-pod-presja,39134,1
 

** szukajcie u lestata :)

rosemann,
dodany: 2009-05-10
Słowa kluczowe: hipokryzja, ateizm,
KOMENTARZE:
Zaloguj się