10-09 - dzisiejsze rocznice:
- 65. skazania na śmierć Quislinga
- 67. zajęcia Rzymu. przez Niemców
- 68. rozpoczęcia oblężenia Stalingradu przez niemiecką 6 Armię
- 71. masowego mordu na Polakach w Bydgoszczy
- 71. śmierci kpt. KOP Władysława Raginisa (ur.1908)
- 97. połączenia wybrzeży USA pierwszą autostradą
- 197. bitwy o jez.Erie
- 289. pokoju w Nystad
Szukaj
Nowości
- PO uruchamia - 9/08
- Paralizatory - 18/07
- Sukces zaplecza - 3/07
- KM - W obronie IPN - 12/01
- Poseł PiS A.Macierewicz poinformował - 28/11
- Na ile Polska jest niepodległa? - 10/11
- Nie zrozumcie mnie źle... - 10/10
- MAFIA HAZARDOWA. KOLEJNA ODSŁONA - 1/10
- Kultura po polsku - 23/09
- Change - 20/09
Nie jestem Dorotą Zawadzką, ale...
Z rezerwą podchodzę do opinii różnych osób, które utyskują na tak zwaną dzisiejszą młodzież, na poziom matur, na złe wychowanie, rewolucję w obyczajowości etc. Bywa, że sama ulegam emocjom, typu „za moich czasów było lepiej”, ale mimo wszystko staram się zachować rozsądek i wiem, że gdy się głębiej poskrobie, to często okazuje się, że ci, co dziś tak są załamani „tą dzisiejszą młodzieżą”, mają bliźniaczo podobne doświadczenia z czasów swoich niepokornych młodych lat. Młodość z „cudownych lat” ma swoje prawa, przywary, grzeszki i błędy. W dużej części od wieków niezmienne.
Zmienia się natomiast co innego. Podejście dorosłych do tych najmłodszych. I tu ośmielę się postawić hipotezę, że jeśli mamy do czynienia z patologią wśród nastolatków, to jest to wynikiem zaniedbań w wychowaniu dzieci w wieku (jakby to napisali na zabawakach) od 0 do 8 -9 roku życia.
Niedawno kilku publicystów, dziennikarzy i osób publicznych zbulwersowało się reklamą margaryny z udziałem Doroty Zawadzkiej, czyli słynnej Superniani, wszechautorytetu „wszystkich” młodych rodziców, która radzi sobie z wrzeszczącymi, kopiącymi i przeklinającymi maluchami, które nie chcą same spać i plują w twarz mamuni. Ba, radzi sobie! Radzi sobie w tydzień!
Pośpieszalski grzmiał, iż „supernanny” to obca podróba, a jej popularność to zasługa naszych zaściankowych kompleksów w stosunku do mitycznego zachodu. Elbanowscy przekreślili Zawadzką, odkąd okazało się, iż ta żywo zainteresowana upychaniem sześciolatków w szkołach, pisząc słusznie, iż z superniani zrobiono autorytet, bo wszystko jest możliwe, jeśli zatrudnić autorytet, pod naciskiem którego - jak wiemy z eksperymentu Milgrama - człowiek jest zdolny do robienia rzeczy, których normalnie za nic by nie zrobił. Więc i margarynę się promuje, jako zdrową żywność używając jako argumentu autorytetu (niekwestionowanego, rzecz jasna)
Osobiście uważam, że udział Zawadzkiej w reklamie, gdzie grupą docelową są rodzice małych dzieci był nieetyczny. Choć sam program „Superniania” jest w porządku. Ponieważ wreszcie zwrócono uwagę na rolę rodziców w wychowywaniu dzieci. Być może sama formuła programu nie jest najszczęśliwsza, bo wiadomo: telewizja komercyjna, więc musi być przede wszystkim efektywnie. Ale padają tam czasem zdania pod adresem rodziców, które zwracają uwagę na rzeczywiste problemy wychowawcze.
A jednym z niewątpliwie nowych zjawisk w relacji rodzice - dzieci jest pajdokracja. Pajdokracja, czyli czyli rządy rozwrzeszczanych bachorów, które mimo młodego wieku (od około 2 lat), doskonale wiedzą, jak podporządkować sobie zastraszonych rodziców. Zastrasznoych, bo gdzieś pomieszały im się pojęcia, wartości, obowiazki, być może ta sieczka w telewizji którą mają na co dzień zlasowała te rodzicielskie mózgi. Dość, że teraz rodzice popełniają kardynalne błędy, będąc święcie przkonani, że postępują postępowo, czyli na miarę „zachodnich” rodziców.
Co to za błędy? W pierwszej kolejności sławetna idea bezstresowego zachownia, która poczyniła spustoszenia w rodzinach, czyniąc z nich zamiast ciepłego gniazdka, gniazdo os. Rodzice, bojąc się społecznego ostracyzmu, karanie dzieci traktują jako tabu.
Inny błąd to przymowanie przez rodziców postaw służacych. W sumie nie wiem dlaczego to robią, jest to chyba jakiś straszny masochizm, bo wolą sami zdzierać do krwi ręce w pracy i obowiązkach domowych, zaś boją się jak świńskiej grypy oddelegować część obowiązków domowych na dzieci.Rygor codziennych obowiązków boli, jednak minimalizowanie wysiłku dzieci prowadzi do tego, że w końcu trudno od nich wyegzekwować nawet najmniejszą pracę. Takie heroiczne poświęcenie się dla dzieci, raz że idiotyczne to na dodatek krzywdzące najmłodszych.
Nowy trend w wychowaniu to również zrównanie roli rodzica i dziecka, hołdowanie modelowi „kumpel – kumpel”, co powoduje zacieranie granic, a w rezultacie wypaczone pojecie szacunku. Rodzic, który chełpi się tym, że jest taki nowoczesny bo zachowuje się jak pięcioletnie dziecko, czyli głupieje, albo negocjuje z trzylatkiem problem typu: „ no dlaczego nie chcesz założyć swojej czapeczki” (ustalając przy tym swoją BATNĘ, ha ha ha ) powinien zastanowić się, czy jego dziecko tego właśnie sobie życzy?
Pamiętam,jeden już dziadek, ale taki wiecie, młodo wyglądający, wysportowany itp., będąc z kilkuletnią wnuczką na nartach, chciał zaimponować znajomym swoją nowoczesnością i szepną wnuczce „mów mi Jurek”. Na co wnuczka, oburzona, zawołała „No co ty dziadek mówisz? Jaki Jurek! Przecież ty dziadek jesteś!”
A przecież skuteczne i mądre wychowanie wymaga stosowania mieszaniny stylu demokratycznego i autokratycznego. W niektórych sprawach rodzice wcale nie muszą konsultować swoich decyzji z dziećmi, od tego są rodzicami. Czasami ucieczka w „demokrację” jest niczym innym, jak uchyleniem się od rodzicielskiej odpowiedzialności.
W efekcie, zamiast nowoczesnego, czyli powinno być (teoretycznie) lepszego modelu wychowania, mamy wychowanie względne, relatywne, w którym nie ma stałych wartości, a wszystko jest uzależnione od punktu subiektywnego widzenia, liberalnie podejmowanej wolności, rodzaju zastosowanej interpretacji.
Takie podejście bardzo dobre jest dla osoby w wieku studenckim (no bo szuka, już jako dorosły i bardziej świadomy podmiot), nie dla kilkulatka.
Rodzice stoją pod podwójnym wyzwaniem: z jednej strony trud wychowania, ich miłość i zdrowy rozsądek. A z drugiej syf medialny i nowe filozofie pedagogiczne.
***
Wczoraj wieczorem przypadkiem zobaczyłam reklamę lodów „Koral”. Doda, ubrana jak nie przymierzając, wyuzdana kurtyzana, przychodzi z lodami do grupki kilkuletnich dzieci. Te witają ją z zachwytem „Doda ! Doda” A Doda z lubością oblizuje loda…..
W takich chwilach, mimo swoich trzydziestu dwóch lat, włączam się w chór malkontentów zawodzących nostalgicznie „ a za moich czasów…” i ocieram łzę w oku na wspomnienie Ani z Zielonego Wzgórza. I boję się, że dosięgnie mnie bezradność.
KOMENTARZE:
Zaloguj się
































