PublicystykaOpiniePo co istnieje PiS? cz.2
mail
[Zaloguj]

10-09 - dzisiejsze rocznice:

Linki

Po co istnieje PiS cz.2

Pis2 (...) Zmiana funkcjonowania partii jest konieczna aby odzyskać wpływy w warstwie średniej, lecz niestety oprócz prezesa PiS-u prawie cały aparat partyjny boi się tego panicznie, bo uszczupliłoby to jego władzę. Funkcjonowanie Internetu zmienia także zasadniczo podstawę ideową PiS-u jaką jest solidaryzm społeczny. (...)

W pierwszej części artykułu stwierdziłem, że działania władz partii zmierzające od maja 2008 do budowy partii o modelu wodzowskim, przyniosły efekt odwrotny do zamierzonego. Zmusiły prezesa PiS do podzielenia się władzą z rywalizującymi między sobą frakcjami. Metoda eliminowania krytyków swojej polityki okazała się w efekcie przeciwskuteczna. Stworzono model partii w której im silniejsza – formalnie - jest władza prezesa tym w rzeczywistości jego wpływ na funkcjonowanie partii jest mniejszy. W takich warunkach dyskusja programowa jest – z definicji - czymś podejrzanym (pamiętamy, ze J.Kaczyński sam opracowywał program partii przedstawiony na ostatnim kongresie PiS!) a krytyka posunięć prezesa czy prezydenta zbrodnią polityczną. Ten sposób funkcjonowania promować będzie jednostki bez żadnego kośćca politycznego – klasyczny przykład to były poseł Samoobrony R.Czarnecki, który w tej chwili robi zawrotną karierę u boku J.Kaczyńskiego – i eliminować stopniowo ale nieuchronnie tych członków PiS-u, którzy partię tworzyli. Dlatego podstawowym problemem programowym PiS jest odpowiedź na pytanie: jakimi metodami doprowadzić do rozpoczęcia dyskusji programowej w PiS? Jak ją wywołać? Czy jest to możliwe? Ta dyskusja może być dla partii zbawienna jej brak będzie zgubny, nie tylko dla PiS-u, także dla polskiego społeczeństwa. Dyskusja ta jednak jest niebezpieczna dla pijarowców PiS-u Kamińskiego, Kurskiego, Migalskiego ponieważ mogłaby np. przypomnieć fakty kompletnie zapomniane: np. że to nie pijarowcy doprowadzili do zwycięstwa w wyborach prezydenckich kandydata PiS-u tylko polityczny targ z Lepperem polegający na tym, że Lech Kaczyński obiecał odwołać prezesa NBP L.Balcerowicza i za tę obietnicę szef Samoobrony wezwał swój elektorat do głosowania na kandydata PiS-u. Dyskusja ta obnażyłaby jeszcze jedną prawdę: najbliższe otoczenie prezesa J.Kaczyńskiego kreujące politykę medialną to amatorzy nieumiejący dostosować polityki PiS-u do rewolucyjnych zmian zachodzących w funkcjonowaniu środków masowego przekazu.

Według J.Kaczyńskiego, media w Polsce są stronnicze, nieobiektywne w latach 2005-2007 w środkach masowego przekazu „dominowała nie krytyka, ale czarna propaganda”, oskarżenia o zamiary wprowadzenia przez PiS dyktatury, natomiast dzisiaj „stosowany jest przez rządzących wspieranych przez znaczną część mediów dyskurs wykluczenia z pomocą niebywałej wręcz agresji i przy odrzuceniu wszelkich reguł kultury”1. Innymi słowy gdyby media były obiektywne lub neutralne, to PiS wygrałby wybory w 2005r. To media zdecydowały o jego klęsce i to media robią po 2007r, wszystko by PiS ośmieszyć i zdezintegrować. Media nie informują tylko kłamią i manipulują. Myślę, że wiernie odwzorowałem propagowany przez pijarowców PiS-u od kilku lat wzorzec myślenia o tzw. IV władzy czyli środkach masowego przekazu funkcjonujących w III Rzeczpospolitej. Czy mają rację? Aby odpowiedzieć na to pytanie musielibyśmy wiedzieć; co pod pojęciem „media” pijarowcy PiS-u rozumieją. W dzisiejszym świecie – rok 2009 – media różnią się zasadniczo nie tylko od środków przekazu sprzed lat 10 ale nawet sprzed lat 5. Funkcjonowanie mediów w społeczeństwie informacyjnym podlega permanentnym zmianom. Kto ich nie dostrzega – myślę o politykach – ten dzisiaj przegrywa. Kto np. nie dostrzega różnicy między Internetem „monologicznym” królującym mniej więcej do roku 2003, w którym, politycy zamieszczali swoje programy i teksty i nie interesowali się ich dalszym losem, a Internetem „interaktywnym” rozwijającym się od 2003 roku w którym panuje ciągły dialog pomiędzy nadawcą i odbiorcą komunikatu, ciągła polemika, wymiana zdań, w którym królują czaty, blogi, obywatelskie dziennikarstwo, ten w polityce nie ma czego szukać. Czy prezes PiS-u to wie? Czy wie, że internauci przechodzą – niespotykany w dotychczasowej historii – proces edukacji politycznej? Czy zdaje sobie sprawę, że model partii hierarchicznej wykluczającej upublicznianie jakichkolwiek różnicy zdań między jej członkami, który buduje od przegranych wyborów jest całkowicie sprzeczny z tworzącą się na naszych oczach hiperkrytyczną kulturą polityczną Internetu? Otóż nie, ponieważ jego doradcy też tego nie wiedzą. Nie wiedzą także tego, że to właśnie wśród internautów rządy PiS-u są oceniane z zadziwiającym obiektywizmem. Gdy na jednym z blogów, powiązanym ideowo z Gazetą Wyborczą (urbanowicz.salon24.pl) zamieszczono opinię, że dziennikarzy łatwo podzielić i upolitycznić, co PiS-owi udało się znakomicie”, reakcja internautów i sama dyskusja wokół tego sformułowania dowodzi, że przekaz opinii politycznej w Internecie nie może być manipulowany tymi samymi metodami co w TV. Warto przytoczyć kilka :wypowiedzi:

Podzielenie dziennikarskiego światka, to jedna z zasług PiS-u. Już choćby z tego powodu czas 2005-2007 zapisze się dobrze w dziejach wolności słowa w Polsce. Podzieleni dziennikarze - czysty zysk dla konsumentów mediów.”.

Próbowałem kiedyś działać na rzecz zjednoczenia dziennikarzy (tad9 nie ma racji: dziennikarzy nie podzielił PIS, tylko okres komunizmu i stan wojenny) i namawiać oba stowarzyszenia dziennikarskie do rozwiązania się i stworzenia nowej wspólnej organizacji. Nie dało rady”.

To nie PiS podzielil dziennikarzy, ale rzeczywistość, tyle że do 2005 podział ten był w głównych mediach nieobecny.” .

Opinie te świadczą o tym, że internauci są najzagorzalszymi – wbrew opinii J.Kaczyńskiego – zwolennikami PiS-u i nawiązanie z nimi kontaktów jest wręcz obowiązkiem każdej partii, tyle tylko, że doprowadziłoby to do zmniejszenia wpływów pijarowców typu Migalski czy Kamiński. Zmiana funkcjonowania partii jest konieczna aby odzyskać wpływy w warstwie średniej, lecz niestety oprócz prezesa PiS-u prawie cały aparat partyjny boi się tego panicznie, bo uszczupliłoby to jego władzę. Funkcjonowanie Internetu zmienia także zasadniczo podstawę ideową PiS-u jaką jest solidaryzm społeczny.

Do momentu sprywatyzowania Internetu – co nastąpiło na początku lat 90-tych – rozwój technologii informatycznych oparty był na klasycznym modelu liberalnej ekonomii. Pod koniec lat 90 nastąpił rozwój tzw produkcji partnerskiej opartej nie na rywalizacji lecz międzyludzkiej współpracy i kooperacji. W społeczeństwie informacyjnym dochodzi po raz pierwszy do obalenia liberalnego modelu rozwoju gospodarki. Ten monopol, nie tylko gospodarczy, także cywilizacyjny zostaje naruszony wraz z powstaniem Internetu, który umożliwia po raz pierwszy w historii gospodarki realizacje modelu darmowej produkcji opartej na wspólnocie, współpracy i samoorganizacji, a nie hierarchii i zwierzchnictwie. Samoorganizujące się za pomocą Internetu struktury doprowadziły w bardzo krótkim czasie do upowszechnienia tzw produkcji publicznej inaczej nazywanej globalną współpracą, której przykładem jest serwis społecznościowy MySpace, encyklopedia Wikipedia, system operacyjny Linux czy Youtube. Wszystkie narzędzia dzięki którym możemy „buszować” po Internecie zostały zbudowane dzięki współpracy informatyków (ale nie tylko), którzy swoje narzędzia oddawali społeczeństwu sieciowemu za darmo co niesłychanie przyspieszyło rozprzestrzenienie się „światowej pajęczyny”. Solidaryzm społeczny realizuje się najpełniej właśnie w informatyce. Jego gwałtowny rozwój następuje właśnie teraz co dowodzi, że ideologia liberalna musi być uzupełniona o składnik solidaryzmu społecznego. To co wczoraj było wsteczne wg ideologów III Rzeczpospolitej dzisiaj jest postępowe.

* * *

W latach 2003-2007 PiS próbował z różnym skutkiem upowszechnić zasady wg których następuje rozwój produkcji partnerskiej będący praktycznym wymiarem społecznego solidaryzmu. Dzisiaj nie widzę przeszkód by było to kontynuowane. Jeżeli PiS podjęłoby to co rozpoczęło 6 lat temu (jako pierwsza partia w Polsce!) to sukces w wyborach byłby wręcz gwarantowany. „Nie bójcie się” Jak mówił Jan Paweł II.

1 „Tusk nie potrafi przeprosić ” wywiad z J.Kaczyńskim – Rzeczpospolita 30 kwietnia – 1 maja, 2009r

Piotr Piętak,
dodany: 2009-05-12
Słowa kluczowe: PiS, Polska, solidaryzm, PR,
KOMENTARZE:
BB2009
Odpowiedzi na pytanie: Po co istnieje PiS? - w cz.2 nie ma. Tak jak poprzednio komentowalem PiS istnieje po to aby istnialo PO.
PiS stracil koncepcje istnienia w momencie wygrania wyborow. Istnial po to, aby je wygrac. Nie po to aby rzadzic (to jest zreszta cecha wiekszosci ugrupowan politycznych, w tym PO). Aby PiS mogl zaproponowac Polsce program i go realizowac potrzebne jest odejscie Jaroslawa Kaczynskiego (niech bedzie, ze do Sulejowka). Na obecne i nadchodzace czasy on sie po prostu nie nadaje.
Zaloguj się