10-09 - dzisiejsze rocznice:
- 65. skazania na śmierć Quislinga
- 67. zajęcia Rzymu. przez Niemców
- 68. rozpoczęcia oblężenia Stalingradu przez niemiecką 6 Armię
- 71. masowego mordu na Polakach w Bydgoszczy
- 71. śmierci kpt. KOP Władysława Raginisa (ur.1908)
- 97. połączenia wybrzeży USA pierwszą autostradą
- 197. bitwy o jez.Erie
- 289. pokoju w Nystad
Szukaj
Nowości
- PO uruchamia - 9/08
- Paralizatory - 18/07
- Sukces zaplecza - 3/07
- KM - W obronie IPN - 12/01
- Poseł PiS A.Macierewicz poinformował - 28/11
- Na ile Polska jest niepodległa? - 10/11
- Nie zrozumcie mnie źle... - 10/10
- MAFIA HAZARDOWA. KOLEJNA ODSŁONA - 1/10
- Kultura po polsku - 23/09
- Change - 20/09
Milion świąt, milion zwykłych dni
(o wielu Polskach)
Może nie zasługujemy na żadne święta i cała ta awantura, przez którą mam ochotę, a nie ma możliwości wyemigrować na miesiąc gdzieś poza wszelkie zasięgi a mogę i mam nadzieję (choć pewnie nie mam tyle samozaparcia) przestać pisać i odwiedzać to miejsce oraz wszystkie inne publikatory, jest bezprzedmiotowa. Może naprawdę stoimy wobec próby odpowiedzi czy cokolwiek wygraliśmy czy może przegraliśmy i dziś do tej przegranej dodajemy następną. Może jest tak, że nie miała racji Szczepkowska ogłaszając, że 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm. Może racje miałby ktoś, kto ogłosiłby teraz, że 4 czerwca 2009 roku ostatecznie i na zawsze pogrzebaliśmy „politykę miłości”, mordowaną bezlitośnie już od dnia jej narodzin.
Może rację po prostu maja wszyscy?
Ma rację Rybitzki, że nic dla niego 4 czerwca się nie stało i ma rację Leski, który, tak ja i ja, wie ile nie mógł i ile teraz może. Ma rację Guzikiewicz, który wie czego od tego dnia kiedyś oczekiwał i ma rację Frasyniuk, bo nikt nie może mu nakazać kogokolwiek szanować i nie kpić z ludzi, którzy walczyli gdy on jeszcze miał w głowie mniej poważne sprawy. Co człowiek to inne spojrzenie.
Dla mnie (choć nie od siebie pewnie powinienem zacząć) ten dzień to symbol , że niemożliwe czasem się może ziścić. I to szybciej niż ktokolwiek byłby w stanie wcześniej pomyśleć i uwierzyć.
Dla Tuska, Kaczyńskich, Michnika, Wałęsy i wielu, wielu innych to początek wielkich, lepiej lub gorzej wykorzystanych możliwości, na które zapracowali uczciwie (mniej lub bardziej) i wiele ryzykując.
Dla Adamowicza, który, jeśli kocha Gdańsk, chciał zrobić Gdańskowi oszałamiającą reklamę, a jeśli kocha siebie, chciał ją zrobić sobie, olbrzymia szansa by błyszczeć.
Dla Kiszczaka czy Jaruzelskiego to data zmartwychwstania, które zapobiegło haniebnej i zasłużonej śmierci na stryku.
Dla Szmajdzińskiego 4 czerwca to data świętej amnezji, dzięki której nikt mu pod nogi nie spluwa, choć powinien.
Dla anonimowego niegdyś esbeka to dzień szczególny z dwóch powodów. Od wtedy coraz mniej mógł bać się swoich wszechwładnych i nieobliczalnych szefów i zarazem zaczął gdzieś na boku dłubać to, dzięki czemu stał się poważnym biznesmenem z firmą ochroniarska obsługującą pół Polski.
Dla rzeszy przedsiębiorczych to symboliczna granica przemnożenia pierwszych zysków przez milion, wyrzucenia do śmietnika tureckiego swetra i białych skarpetek i zamiany 125p na mercedesa a m2 na willę pod miastem.
Dla dzieciaków to lego, iPod, Windows i MTV i możliwość wyjazdy do Paryża, Londynu i gdzie tylko chcą.
Choć pewnie nawet nie wiedzą, że nie zawsze tak było.
I to też trzeba uszanować.
Ma więc rację Rybitzky, że nie będzie świętował bo może nie pamiętać, że to co dostał, wcale nie było takie oczywiste.
Mają rację stoczniowcy, hutnicy, kolejarze, robiący dym zamiast zakładać garnitury i krawaty. Bo oni też chcieli możliwości. A z tymi, danymi im, było i jest różnie.
Maja rację Andrzej Gwiazda, Anna Walentynowicz, Kornel Morawiecki negując jakiekolwiek powody świętowania. Bo z tego, o co walczyli, zbyt wiele nie zostało nawet tknięte.
Ma racje każdy, kto poniósł w poprzednim systemie stratę największą, gdy powie, że nic się nie zmieniło bo zbrodni nie wyjaśniono, niegodziwości się przedawniły.
Jak mają świętować ludzie z popegeerowskiej wsi skoro dla nich świat jest kolorowy najczęściej jak go zabarwią alkoholem a największym marzeniem ich dzieci jest cukierek.
Trudno oczekiwać radości i podniosłego nastroju od takich ludzi jak Urban czy Redliński bo ich mniejszy czy większy sukces w „nowej” Polsce to intelektualny ekshibicjonizm i prostytucja.
Dla setek tysięcy mniej lub bardziej świadomych z pokolenia 89 to zwykły cyrk, którego nie pojmują i pojmować nie chcą. Bo albo to nie ich świat albo zbyt Duzy wysiłek do zrobienia.
Przeszkadza mi tylko cały ten krzyk o to, czyj jest ten 4 czerwca. To wydzieranie sobie miejsc, prawa do udzielania i odbierania zaszczytów, do siadania w pierwszym rzędzie wedle zasług albo wedle godności urzędów. Niech bierze sobie to święto kto chce. Bez przymusu ale i bez zakazu. Święta niepodległości i tak nigdy już z niego nie zrobimy. Nie oto wszak chodzi by nas o niej przekonać w dyskusji, kłótni czy ordynarnej bojce na słowa prowadzonej aż do martwicy ślinianek. Trzeba było skuteczniej czynić, by wszyscy POCZULI, ze jest co świętować. Tylko tak dałoby się tam, pod Krzyżami zebrać całą, jedną Polskę. Teraz pozostaje nam jedno. Przyjąć do wiadomości i zaakceptować to, że 4 czerwca 2009 roku będzie miliony najróżniejszych wersji Polski, miliony najrozmaiciej celebrowanych świat i, obok, miliony zwykłych, takich samych jak inne, powszednich dni.
KOMENTARZE:
Zaloguj się
































