PublicystykaIdeeKierunekI.2 Życie i śmierć
mail
[Zaloguj]

06-09 - dzisiejsze rocznice:

Linki

I. 2 Życie i śmierć

K-k05 Życie jest wartością i śmierć jest wartością . Jak obie strony monety. Umieranie umożliwia cudowną nowość, różnicowanie i wzbogacanie się życia . Proces narodzin, przemijania tego co żyje i powstawania nowego życia nigdy, od pojawienia się na Ziemi nie został przerwany - stanowi o mocy i wspaniałości życia. Co byłoby warte życie nie poddane temu procesowi?
Życie z wpisanym weń umieraniem doprowadziło do powstania człowieka, do naszej inteligencji i myśli. I tak, nie wbrew lecz w zespoleniu ze śmiercią, życie poprzez ludzi i dzięki ludziom, przekroczyło samo siebie, stało się budulcem nowej wyższej formy bytu - onomu. "Gdzież jest, o śmierci, oścień twój?"

Życie jest bardziej zorganizowaną, lecz mniej trwałą formą bytu od materii nieożywionej. Czy to jego słabość, czy przewaga? Czy kamyk, jak pisał Poeta jest stworzeniem doskonałym? Co tedy z ewangelicznym wezwaniem: „Bądźcie doskonali jako i Ojciec wasz niebieski doskonały jest(Mt 5,48)?

Języki poezji i religii są pojemne. Czy doskonałość kamienia polega na jego niezmienności, a nasza na dochodzeniu do Pełni? Ani kamień nie jest niezmienny – poddany erozji rozpada się, zmienia w muł. Ani człowiek nie tylko rośnie, ale szybko – gdy mierzyć czasem kamienia – fizycznie i w końcu psychicznie słabnie, starzeje się i umiera. „Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” (Rdz 3,19). Właśnie: wszystkie fragmenty przebogatej mozaiki życia rozpadają się w proch. Ale co z nią, co z samą mozaiką? Ona ciągle rozrasta się, jak już wiemy, przynajmniej na naszej Planecie, od ładnych paru miliardów lat.

Pierwsze pojawiły się samopowielające się (żywe?!) łańcuszki cząstek, powielające się na szczęście nie dokładnie, co zapoczątkowało proces różnicowania i ulepszania życia. Te łańcuszki po miliardach lat łącząc się i dobierając składniki z martwego i żywego otoczenia utworzyły komórki. Z kolei kolonie komórek, dalej łącząc się i specjalizując utworzyły organizmy. Około 100 tysięcy lat temu doszło do powstania człowieka, do ludzkich społeczności, do onomu.

Nasi wielcy poprzednicy – patriarchowie, mędrcy, założyciele religii, genialni odkrywcy i wynalazcy, bohaterowie i święci – nie znali tego procesu. My poznaliśmy go niedawno, z grubsza rozumiemy jego mechanizm, ale nie wiemy Co lub Kto go zapoczątkował, nie umiemy niczego poważnego powiedzieć o jego wyjątkowości bądź powszechności we wszechświecie. Nie mamy pojęcia ku czemu ten proces zmierza. Znane, tu i teraz sprawdzone, termodynamiczne prawo wzrostu entropii (ujednolicania) wyraźnie nie przystaje do całości różnicującego się procesu życia. Mimo tylu zagadek i tajemnic, samo pokorne spojrzenie na ten długi ciąg stawania się, przeobrażania i zanikania poraża swoją wielkością. To więcej niż życie. To życie życia.

Śmierć wszystkich wyżej zorganizowanych istot żywych, a więc i każdego z nas, jest niezbywalnym składnikiem tego przeogromnego i przewspaniałego procesu. Powszechna i zrozumiała chęć życia wszystkiego co żyje tłumi i jakby niweczy na całym swym obszarze, a więc i w ludziach, w naszej świadomości wagę i wartość śmierci. Życiu przypisujemy wartość dodatnią, śmierci znak ujemny. A to przecież nie tylko życie stanowi o wartości życia, o jego twórczej nadrzędności nad materią. Życie niedopełnione, niepoddane śmierci, mało, że niemożliwe, ale byłoby jakby bezcelowe i niepotrzebne, samo w sobie zamknięte – skarlałe. Ta para: „życie i śmierć” jest jak awers i rewers monety. Nie jedna jej strona jest wartością, nie sam orzeł tworzy monetę – tylko i wyłącznie razem z reszką.

Śmierć starego zwalnia miejsce dla młodego. Nawet zbiorowe tragedie i zabójcze wypadki dają przestrogę tym, których ominęły. Koniec tego co było zapowiada początek temu co będzie – na ogół bogatszy co najmniej o to wszystko co przed nim umarło.

Ciąg prób i błędów życia – którego każdy przypadek kończy się nieuchronną śmiercią – sprawdza, odrzuca, ale i odnawia własne propozycje. W tym sensie każda próba jest udana, bo jest próbą na samodoskonalącym się szlaku. Jest udana nie przeciw śmierci, ale razem, wspólnie ze śmiercią. Nasze pokolenia XX i XXI wieku jeszcze po omacku, ale powoli rozpoznają ten wcześniej utajony szlak.

Ludzie od wieków starali się oswoić śmierć. Na ogół w swych wierzeniach i wyobrażeniach splatali ją z jakąś inną formą życia. To koiło smutek niepowetowanej straty bliskich. Dziś, gdy słabną prastare wierzenia, śmierć, centralne doświadczenie wszystkiego, co zrodzone, spychamy na margines. Chowamy głowy w piasek i udajemy, że sprawy nie ma. A to dopiero my, nasze pokolenia, moglibyśmy do zwierzęcego strachu przed śmiercią dołączyć łaskę jej zrozumienia i docenienia. Czy ten świeżo pojęty dar naukowej refleksji nie mógłby i nie powinien nam pomagać w lepszym życiu i umieraniu?

Nie raj, nie spodziewane zmartwychwstanie da nam wieczne życie. Nie kołowrót adresowanych reinkarnacji. Właśnie nasze umieranie przedłuża i poprawia, wydaje się, wieczne życie. Życie, którego, raz zaistniawszy, jesteśmy i zawsze będziemy cząstką. Życie, które stale się rozwija, doskonali i jak dotąd, nigdy się nie kończy.

Ze śmiercią każdego z nas ginie jednostkowa świadomość i rozpada się ciało. To z czym wiążemy własną tożsamość, swoje „ja”. Czy jest coś dla mnie ważniejszego ode mnie? Gdy uważam, że nie ma, to ze śmiercią tracę coś najcenniejszego i słusznie całym swym jestestwem domagam się jakiegoś odzyskania tego skarbu – zmartwychwstania ciała, choćby cząstki świadomości, lub reinkarnacji. Każdy jest i ma być dla siebie ważny. Ale sąd, że ja, nawet dla samego siebie, jestem najważniejszy – to głupstwo. Nie jestem samotną wyspą. Moje ciało i świadomość są podtrzymywane i kształtowane przez całe otoczenie. W szczególności bez ludzkiego otoczenia rozciągniętego tak w przeszłość jak i wokół – sam dla siebie nie znaczę nic. A więc to, co zostaje po stracie „ja”, po mojej śmierci – świat, drudzy, onom, w czym miałem łaskę odcisnąć własny skromny ślad – bardziej mnie określa i uwzniośla niż moja własna tożsamość. I w tym wszystkim będę trwał po śmierci. Inaczej mówiąc, chwila śmierci jest chwilą zmartwychwstania. Rodzimy się na wieczność. Koniec ziemskiej pielgrzymki, koniec naszego ciała i świadomości nie kończy naszego wpływu na kształt świata.

Cudowny zazębiający się łańcuch „życia – śmierci” (nie wyłącznie życia!) na naszym ludzkim ogniwie, z udziałem każdego z nas przemienia się w łańcuch nowego duchowego istnienia. Też poddanego, może już innym niż życie, prawom kreacji i rozpadu, duchowych, onomowych narodzin i zgonów. Tak właśnie wielki, boski szlak „życia – śmierci” wprowadził nas na szlak onomu. Niech będzie pochwalony.

______________________________________________________________________________________

Przypisy 

I.2.1

Śmierć niestety najprawdopodobniej zrywa nasz wzajemny kontakt z rzeczywistością. Nie ma rady. Ale przez ewolucję, która biegnie dzięki śmierci, kontakt wszystkiego co żyje z otoczeniem nabiera głębi, wzbogaca się (porównaj światy bakterii, myszy i człowieka).

Można więc powiedzieć, że ta sama śmierć, która pozbawia nas kontaktu ze światem, niejako z góry, za życia, wynagradza nas pełniejszymi doświadczeniami dziedziczonymi po wszystkim co przed nami żyło i umarło.

I.2.2.

Tak życie jak i śmierć niosą wielkość. Celebracja pogrzebu, uświęcenie życia dopełnionego poprzez zgon i śmierci przynoszącej zapowiedź życia dźwiga nas żyjących wzwyż. Jest pierwszą posługą, którą zmarły oddaje nam – żywym.

Kornel Morawiecki,
dodany: 2009-01-02
Słowa kluczowe: śmierć, życie, Kierunek, onom,
KOMENTARZE:
Zaloguj się