06-09 - dzisiejsze rocznice:
- 16. śmierci Nicky Hopkinsa, pianisty (ur. 1944)
- 67. narodzin Rogera Watersa
- 216. zakończenia oblężenia Warszawy
Szukaj
Nowości
- PO uruchamia - 9/08
- Paralizatory - 18/07
- Sukces zaplecza - 3/07
- KM - W obronie IPN - 12/01
- Poseł PiS A.Macierewicz poinformował - 28/11
- Na ile Polska jest niepodległa? - 10/11
- Nie zrozumcie mnie źle... - 10/10
- MAFIA HAZARDOWA. KOLEJNA ODSŁONA - 1/10
- Kultura po polsku - 23/09
- Change - 20/09
Rząd murem za Palikotem
Rząd znalazł już brakujące 17 miliardów więc może się zająć tym co naprawdę ważne. Wspieraniem Palikota w jego samotnej z Kaczyńskim. Gdyby nie to, że decyzja rządu jest świadectwem jakiejś potwornej desperacji, zapewne spowodowanej tragiczną sytuacją gospodarczą, nawet bym się cieszyła na kolejne odsłony palikotowej krucjaty. Zapowiada się wesoła wiosna. Może nie dla bankrutujących firm i tracących miejsca pracy ludzi ale kto by się tym przejmował gdy się odradza nadzieja na poznanie wyników morfologii Kaczyńskiego.
Abstrahując od tego, że rząd zdaje się przekroczył swoje uprawnienia bo nie on jest od dokonywania rozszerzającej interpretacji ustawy o dostępie do informacji publicznej a tym bardziej nie od nakładania na głowę państwa obowiązków jakich nie przewiduje dla niej konstytucja, sam pomysł aby stan zdrowia funkcjonariusza publicznego uznać za informację publiczną bardzo mi się podoba, z dwóch powodów. Po pierwsze, po rozszerzeniu definicji informacji publicznej tak aby obejmowała nawet poziom cholesterolu polityka już nigdy żadna Pitera nie będzie mogła wmawiać, że raport jaki na polecenie premiera wyprodukowała w ramach swoich obowiązków służbowych i za publiczne pieniądze jest tylko prywatną notatką i nie może go pokazać. Będzie musiała pokazać nie tylko raport ale także wyniki ostatniej cytologii jeśli tylko sobie zażyczymy. Po drugie, takie stanowisko rządu w kwestii interpretacji tego co jest a co nie jest informacją publiczną nie może się przecież ograniczać tylko do prezydenta, jeśli informacją publiczną jest stan zdrowia prezydenta to jest nią także stan zdrowia każdego funkcjonariusza publicznego. Każdy więc może, powołując się na oficjalne stanowisko rządu, zażyczyć sobie wglądu w wyniki badań każdego ministra, posła, wojewody, itp. I niech się tłumaczą dlaczego prezydent jest jedynym wybrańcem, z którego całkiem prywatnego zdrowia decyzją rządu zrobiono informację publiczną. Jeśli rząd zechce brnąć w temat narzucony przez Palikota, czeka nas mnóstwo zabawy z obserwowania wykrętów kolejnych polityków poproszonych przez zatroskanych obywateli o wyniki kolejnych badań. Osobiście zamierzam w trybie dostępu do informacji publicznej zażyczyć sobie wyników badań prostaty ministra Schetyny. A może kolonoskopii, jeszcze się nie zdecydowałam.
Jeśli zdrowie polityków ma być tematem publicznym to nie dlatego, że sobie tego zażyczył jakiś pajac a partyjni koledzy pajaca nie mogąc sobie poradzić z kryzysem gospodarczym postanowili się przyłączyć do organizowania igrzysk. Chcemy informacji o zdrowiu władzy - proszę bardzo, zróbmy to ustawą, w której będą wyliczone wszystkie funkcje publiczne podlegające obowiązkowym badaniom, zakres badań wymagany dla każdego stanowiska, tryb ich przeprowadzania i zakres upublicznianych informacji. Skoro to takie ważne, rozwiążmy to systemowo, nie mam nic przeciwko temu. Nie wiem tylko czy rząd naprawdę chce dyskusji jaką jego dziwna decyzja musi wywołać. Dopóki temat był tylko prywatną wojenką jednego błazna można było skupiać się na Kaczyńskim, od kiedy rząd postanowił się włączyć i przyjąć stanowisko błazna za swoje własne, temat zdrowia polityków staje się dyskusją o każdym polityku, każdej chorobie. Zobaczymy kto oberwie rykoszetem.
































