Wracając z pracy wysłuchałem dziś rozmowy z filozofem sportu (a tak, jest coś takiego!) Claudio Tamburinim filozofującym na codzień na Uniwersytecie w Goeteborgu.
Dyskutowano przypadek sportsmenki, co tak szybko biega, że zaszły podejrzenia iż jest sportsmenem.
Uczeni mężowie opowiadali, co oznaczają różne badania hormonalne itp.
A potem przemówił filozof sportu Tamburini.
I od razu zrobiło się jaśniej!
Filozof uważa, że obowiązujący obecnie w sporcie system podziału na mężczyzn i kobiety jest bardzo skomplikowany i nieżyciowy.
Bierze się to z błędnego, zdaniem filozofa sportu, przeświadczenia iż mężczyźni mają więcej mięśni niż kobiety i że są oni silniejsi.
A przecież każdy, nie tylko filozof, wie, że są kobiety bardziej umięśnione od wielu mężczyzn. I są mężczyźni znacznie drobniejszej budowy niż większość kobiet.
Filozof sportu Tamburini z pewnym znięchęceniem w głosie opowiadał o swojej walce o wprowadzenie znacznie prostszego systemu.
Zawodnicy płci wszelakich, boć mamy też transwestytów, powinni być podzieleni na kilka kategorii zależnie od masy mięśniowej i wartości hematokrytu.
Będzie to, zdaniem naszego filozofa, znacznie prostsze, a co ważniejsze sprawiedliwsze niż staroświecki podział na mężczyzn i kobiety.


































